Myślę o błędnych kołach. A  zaczęło się od oglądania telewizji. Ktoś odkrył, że programy muzyczne, pokazujące rywalizację uczestników, walkę, konfrontację cieszą oczy i uszy widzów. Super! No i chyba mieliśmy już z 5 rodzajów tego typu programów w konkurujących ze sobą stacjach. Skutek? Przesyt, spadek oglądalności, wymyślanie nowych formuł programowych, nie zawsze udanych. Błędne koło podkradania publiczności i pomysłów. Na początku wyścigu stacji  była jednak autentyczna  potrzeba widza, liczne grono utalentowanych wykonawców, więc formuła programu trafiała w sedno i w serca. Cóż, zabiło ją mnożenie bytów ponad miarę, komplikowanie pomysłów, no i namaszczanie na jurorów coraz mniejszych artystów i coraz rzadziej fachowców.

W marketingu istotą pomysłu jest odnalezienie potrzeby klienta i jej zaspokojenie. Problem w tym co robić, kiedy potrzeba jest zaspokojona. Zwijać interes? Tego nikt nie robi póki nie upadnie. Więc zaspokajamy potrzebę w sposób coraz bardziej wyszukany, dodajemy gratisy, świecidełka, cuda wianki, ale traci na tym istota rzeczy – pomysł, sztuka, prostota przekazu, pewnie i jakość. Jak i to przestaje działać - czas wymyśleć nowe potrzeby, showy, igrzyska, które w końcu i tak się znudzą. Błędne koło. Jak z tymi gwiazdami od tańca. Nazwa została, a gwiazd jakoś coraz mniej, albo świecą coraz mniejszym blaskiem. A może po prostu znudzenie, bo to samo znudzi się w końcu każdemu.

Cała pop kultura przypomina mi czasy nieustannego socjalistycznego  kryzysu. Kiedy czekolada była towarem luksusowym, pomarańcze pojawiały się w sklepach raz do roku, zwykła krówka była delikatesem, w tych czasach obiecywałem sobie, że kiedy już będzie tego pod dostatkiem, kupię sobie, co będę chciał i ile będę chciał. Dziś jest tego mnóstwo, ale nic już tak nie smakuje, jak owa czekolada w czasach kryzysu, czy robiona domowym sposobem. I na nic wymyślanie ptasich mleczek o stu smakach, nadziewanie delicji, czym się da. Zmieniło się otoczenie, potrzeby i gusta. Może to czego jest pod dostatkiem, nie kręci już tak, nie kusi, nie smakuje? I o tym  zapominają twórcy naszych programów telewizyjnych, ale na szczęście mamy DVD, książki, płyty, a może nawet kiedyś odkryjemy błogosławieństwo ciszy. Jak to pięknie ujęła ostatnio babcia mojej żony – Nie włączajcie telewizora, porozmawiajmy…